Podkowiasty port, zamek z liczącym 2400 lat wrakiem statku i grzbiet gór tuż nad dachami — przewodnik po najpiękniejszym mieście wyspy.
Kto przyjeżdża do Kyrenii drogą od Nikozji, ten nie widzi miasta wyłaniającego się stopniowo. Szosa pokonuje przełęcz w górach i nagle całe wybrzeże leży w dole — błękitne morze po horyzont, płaskie dachy wśród palm, a tuż przy wodzie ciemna bryła zamku. Kyrenia, po turecku Girne, jest najmniejszym z trzech dużych miast Cypru Północnego — i większość osób, które znają wyspę, uważa je za najpiękniejsze.
Port w kształcie podkowy
Sercem miasta jest stary port — wąska kamienna podkowa, którą Bizantyjczycy, a po nich Wenecjanie budowali tak, by chroniła łodzie przed północnym wiatrem. Dziś cumuje w nim kilka kutrów rybackich, statki na całodniowe rejsy i jachty ludzi, którzy zatrzymali się tu w drodze do Turcji. Wzdłuż całego wewnętrznego łuku stoją restauracje na parterach dawnych magazynów celnych; nad ich drzwiami wciąż widać kamienne wsporniki, na których kiedyś wisiały bloczki do rozładunku strąków szarańczynu. Kyrenia żyła z nich przez stulecia.
Są dwie pory dnia, dla których warto tu przyjść. Około ósmej rano nabrzeże jest puste, rybacy czyszczą sieci, a woda bywa tak spokojna, że odbija się w niej cały zamek. I godzina przed zachodem słońca, gdy światło pada z boku na kamienne mury i cała podkowa żółknie. Pomiędzy — w południe w lipcu — jest gorąco i pusto.
Zamek i najstarszy statek handlowy świata
Wschodnią stronę portu zamyka zamek. Pierwsze umocnienia postawili tu Bizantyjczycy w VII wieku przeciw najazdom arabskim, Lusignanowie rozbudowali je w średniowieczu, a Wenecjanie dodali w XVI wieku niskie, skośne bastiony — wtedy budowano już przeciw armatom, nie strzałom. Mury można obejść dookoła; z południowo-zachodniego narożnika rozciąga się najlepszy widok na port w całym mieście.
W środku jest jednak coś, po co ludzie przyjeżdżają z drugiego krańca świata. W klimatyzowanej hali leży wrak greckiego statku handlowego, który zatonął około 300 roku p.n.e. mniej więcej kilometr od brzegu. Nurkowie odkryli go w 1965 roku, wydobyli po kawałku i złożyli z powrotem. Zachowało się około 60 procent kadłuba — to najlepiej zachowany statek handlowy starożytności. Razem z nim wydobyto ładunek: ponad czterysta amfor na wino, kamienie młyńskie służące jako balast i migdały wciąż w glinianych naczyniach.

Uliczki nad portem
Za rzędem restauracji miasto wspina się na zbocze, a ulice zwężają się do szerokości jednego samochodu. To dzielnica z czasów osmańskich i brytyjskich: domy z wewnętrznymi dziedzińcami, drewniane okiennice, gdzieniegdzie minaret albo dawna nawa kościelna przerobiona na meczet. Są tu sklepiki z przyprawami, fryzjer, dwa czy trzy małe hotele w przebudowanych kamieniczkach. To nie skansen — tu się mieszka.
Kawałek dalej od morza Kyrenia jest zwykłym pracującym miastem: banki, piekarnie, targ z owocami i warzywami, studenci. W przeciwieństwie do kurortów na wschodnim wybrzeżu życie nie zamiera tu nawet w styczniu. Zima jest łagodna, w dzień około piętnastu stopni, a większość lokali w porcie pozostaje otwarta przez cały rok.
Góry tuż nad dachami
Za plecami miasta wznosi się pasmo Beşparmak, po grecku Pentadaktylos — w obu językach znaczy to „pięć palców”, od skalnego grzbietu, który oglądany od wschodu naprawdę przypomina dłoń. Pas wapienia ma zaledwie kilka kilometrów szerokości, ale jest stromy: z nadmorskiej równiny podnosi się na ponad tysiąc metrów. Oznacza to, że dwadzieścia minut od miasta jedziesz górską drogą wśród sosen, patrząc w dwie strony naraz — na północy morze, na południu równina nikozyjska.
Na górze biegną znakowane szlaki i stoi tam zamek Świętego Hilariona, pod którego bramę można podjechać niemal samochodem. Niedaleko jest też opactwo Bellapais — ma własną historię, pisaliśmy o nim w artykule o dziejach wyspy.
Plaże na zachód i na wschód
W samym mieście się nie kąpie, brzeg jest tu skalisty i zabudowany. Plaże zaczynają się kawałek za miastem po obu stronach. Na zachód, w stronę Alsancak i Karaoğlanoğlu, ciągnie się szereg mniejszych płatnych plaż z leżakami i barami; dno bywa piaszczyste z kamiennymi progami, a dojazd zajmuje dziesięć do dwudziestu minut. Na wschód, za mariną i dalej w stronę Çatalköy i Esentepe, wybrzeże robi się dziksze, a plaże dłuższe i pustsze. Około pół godziny na wschód leży Alagadi, chroniony odcinek, gdzie latem wykluwają się żółwie morskie.
Informacje praktyczne
Z lotniska Ercan do Kyrenii jedzie się około 40 minut, drogą przez obwodnicę Nikozji. Do samej Nikozji jest niespełna pół godziny, do Famagusty mniej więcej godzina.
Do samego starego portu nie wjedziesz samochodem i dobrze. Zaparkuj na płatnym parkingu przy zamku albo wzdłuż nadmorskiej alei nad starym miastem, a resztę przejdź pieszo — skądkolwiek jest to pięć minut. W letnie wieczory i w weekendy parkingi się zapełniają, przyjedź wcześniej. Najpiękniej jest tu pod koniec kwietnia i w październiku: morze jest jeszcze ciepłe, zbocza zielone, a w porcie można zjeść kolację bez czekania na stolik.
Jeśli Kyrenia zainteresowała Cię także jako miejsce do życia, chętnie pokażemy, co jest obecnie dostępne w mieście i w wioskach pod górami — odezwij się do nas w CyprusGlobal.



